poniedziałek, 25 września 2017

Za ścianą jakaś para głośno się kocha...






W jednym ze swoich felietonów pisarz Łukasz Orbitowski zażartował: jako człowiek pióra, a zatem fizycznie niezdolny do życia płciowego zadowalam się obserwacją innych.



No i rżną mi się tam za ścianą. 

Po odgłosach jakie wydają, myślę, że jest im bardzo dobrze. Ja w związku z tą kakofonią nie zrobię nic. Nie złorzeczę, nie rzucam kapciami o ścianę, nie włączę wiertarki o 6:00 rano w sobotę. Ogarnia mnie błogie uczucie, podobne do tego, gdy staję boso na brzegu plaży i zatapiam się w mokrym, gęstym piasku, nie natrafiając na żadne stare kapsle czy kawałki zgniłych glonów. 
Jestem szczęśliwa.  

To uczucie błogości trwa do momentu, aż zimna woda nie podleje mi stóp, czyli do czasu, aż nie spojrzę na telefon, aby zobaczyć, że jest już czwarta nad ranem, a ja nie śpię, choć muszę wstać za jakieś 3 godziny. Na szczęście nie starcza mi już sił na przejęcie się tym faktem. Zasypiam przy dźwiękach kochanków.


A od rana jest dużo więcej dźwięków, dużo więcej ludzi i każdy z nich ma jakąś historię. Przypatruję się zatem faktom i symulakrom z życia innych. 

Jako człowiek blogujący, a zatem fizycznie niezdolny do opuszczania domostwa zadowalam się obserwacją ludzi na Facebooku.

Na Fejsie jest bowiem taki pasek boczny, wiecie, gdzie można zobaczyć kto, kogo, gdzie i dlaczego uraczył elektroniczną uprzejmością. 

Pewnego dnia widzę jak mi gorączkowo miga lajk, którego beneficjentem jest moja znajoma sprzed wielu, wielu lat. Nazwisko kojarzę, twarz ta sama, a więc to ty, stara przyjaciółko. Zdjęcie z facetem. Otwieram je i chwilę im się przypatruję. Jaka to była mała wredna... A jak ona mi chciała życie uprzykrzyć. A jak bardzo była o mnie zazdrosna. Nienawidziła mnie jak Cruella De Mon stu jeden dalmatyńczyków. Ten jej facet napisał w komentarzu: z dnia na dzień kocham ją coraz bardziej :*. I dzieje się coś, co bardzo mnie cieszy i zdumiewa jednocześnie.
Jestem szczęśliwa.

Z niebieskiego portalu dowiaduje się też, że mój znajomy wymyślił gadżet erotyczny połączony z aplikacją na smartfona. Okazuje się, że zabawka jest na tyle unikatowa, że staje się coraz powszechniejszym obiektem, nomen omen, pożądania, a za chwilę pojawi się w amerykańskiej sieciówce. Skrzętnie omijam komentarze, mówiące o tym, że to bezsensowne i wyuzdane. Jeszcze surowszym wzrokiem traktuje te, w których ludzie z oburzeniem się pytają co na ten temat myślą jego rodzice czy własna kobieta. Niech ich to zżera, jak rdza przejmuje stal. Mimo, że tego znajomego nie widziałam już siedem lat albo i więcej, pojawia się u mnie pewna reakcja.
Jestem szczęśliwa. 

Niech padną mrożące krew w żyłach dla większości kobiet słowa: mój eks. Mój eks sprzed wielu lat. I znów zdjęcie, no bo wszyscy dodajecie te zdjęcia. Z partnerką. Pierwsze co myślę, to że wygląda na fajną dziewczynę. Drugie co myślę, to że jestem w stanie ocenić, że ona pasuje do niego dużo bardziej, niż ja do niego.
Jestem szczęśliwa.

YouTuber, którego obserwuję, dopinguje od dłuższego czasu i którego moderatorem zostałam, zbiera coraz większą publiczność.
Jestem szczęśliwa. 

Blogerka urodowa, z którą nie miałam jeszcze okazji się poznać, najpierw dodaje post (klik), który sprawia, że oczy mi wychodzą z orbit i rozpływam się jak śmietana na gofrach patrząc na to co widzę, a dzisiaj pisze, że jej rodzinka wkrótce się powiększy.
Jestem szczęśliwa. 



Zdaje sobie sprawę, że trochę rozczarowuję tym brakiem powszechnych niepowodzeń i negatywnych emocji. Pozwólcie, że wyjmę stopy z piasku, aby je otrzepać, zanim ubiorę skarpetki i buty. W końcu jednak zamyka się to okno przeglądarki i idzie się, o tam, daj borze sosnowy, poprzyglądać się własnemu szczęściu.

Chciałabym uprzejmie przeprosić wszystkich sąsiadów, bo następnym razem, to ja będę się głośno kochać za ścianą.


Może ty też.




Felieton Łukasza Orbitowskiego: TUTAJ
Zdjęcie w nagłówku: film Amelia.




Na tej stronie komentarze są obsługiwane przez wtyczkę Disqus, mogącą nie wyświetlać się poprawnie w wersji mobilnej strony. Jeśli chcesz dodać komentarz anonimowo, po wpisaniu jego treści, wystarczy wpisać swoje imię/nick, zaznaczyć pole "wolę pisać jako gość" i dodać dowolny adres e-mail (może być nieistniejący).

Zaobserwuj mnie w dogodny dla Ciebie sposób, linki poniżej!

 Na Fejsbuczku jestem prawie codziennie i tam piszę różne śmieszne rzeczy.
 Na Twitterze piszę jeszcze głupsze rzeczy, niż na na Fejsie.
 ...no i sweet focie. Bez sweet foci ten świat były niczym.





Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza